poniedziałek, 19 listopada 2018

kilka trenów w jednej sukni

 Marszczenia, marszczenia, same marszczenia...
 Się odziubałam!
Mogło być lepiej, ale może przy innej kiecce tak wyjdzie.
Tkanin poszło do diabła. Róż, łosoś i biel w grochy.
Do tego jakby wszystkiego było mało, doszyłam jeszcze hafty. A co będę żałować...
Treny wszyłam na różnych wysokościach, bo w sumie czemu nie.
Poza obszywaniem wszystkich skrawków, głównie szyłam w rękach. Pamiętacie jak kiedyś nie cierpiałam różu?
Miałam wręcz alergię, tak teraz sama chodzę ubrana niemal od stóp do głowy.
 30tka stuknęła, perspektywa się zmienia ;)
Jak Widzicie na ostatnim zdjęciu z niedzielnego zjazdu, uszyłam więcej rzeczy, ale pokażę je bliżej jak znajdę czas.

















3 komentarze:

  1. Wierzę, że się odziubałaś. Ale efekt jest odpowiedni to tej dziubaniny. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. bo prawdziwa Kobieta różu się nie boi!!!
    wspaniałe kreacje tworzysz - nie mogę się
    napatrzeć i na suknie i na modelki!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna suknia :) Zazdroszczę cierpliwości.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń