niedziela, 30 listopada 2014

Andrzejkowy zjazd kolekcjonerek lalek u mnie :)

To był super dzień :) 
W spotkaniu uczestniczyły AnnCollection, Kate z Barbie Dream, Żenia (Jenka), Magda, Ewa oraz Annettet :) 
Dziewczyny przyjechały rano z wielkimi pudłami lalek, w progu na każdą z nich czekała oczywiście Kicia. Ustawiłyśmy lalki na regale, każdy przyniósł jakiś smakołyk a ja w międzyczasie zrobiłam gorący obiad. Mama stwierdziła że nasz regał nigdy nie wyglądał tak pięknie :D Wiele razy chciałam by przyjechała na nasz zjazd razem ze mną zobaczyć te wszystkie cudeńka, no ale jak nie przyszedł Mahomet do góry, przyszła góra do Mahometa. Wpadła też nasza Marysia ze swoimi dziełami Decoupage. Wszystkie wymieniałyśmy swoje doświadczenia, szczególnie w szyciu dla lalek. Wróciłyśmy nawet do wspomnień z dzieciństwa, do tego jak mamy szyły dla naszych lalek albo robiły nam sweterki na drutach czy rajstopy z warkoczem. Atmosfera spotkania była wyjątkowa. Najadłyśmy się jak bąki i powymieniałysmy cudeńkami dla naszych lalek. 
Było pełno uroczych wielkookich Blythe cudnie odzianych przez dizewczyny (mama się nimi zachwyciła niezmiernie), Były chyba wszystkie 16" Hanne od Integrity Toys, w porównaniu najbardziej zachwyciła mnie szatynka z fuksjową szminką. Zresztą zobaczcie wszystkie sami - było czym cieszyć oczy :) 
Lepsze zdjęcia zobaczycie u Kate z BarbieDream
Ja dziś nie dopisałam z aparatem :P



















czwartek, 20 listopada 2014

FLY LIKE A G6 !

Nie tak dawno temu do grona moich 16" dołączyła Elsa Lin Cosmetic Surrender, przed nią była cudowna Anais McKnight i Tulabelle Yeti. 
Nie mogłam nie ulec nowej pannie od Integrity Toys. Wraz z nią załapała się na lot jeszcze jedna :D Ta wymarzona kosztowała tak strasznie mało że druga wyszła całkowicie gratis. Kto by się nie skusił !  obie są piękne... 


 Elsa Lin Hot Blooded 2014  i Freja Mossimo Perfect Layout z 2012 !!!!!!!!!!!!!!



A to ich portrety w firmowych ciuszkach (które nijak nie przypadły mi do gustu łącznie z butami) znalezione w google. 



czwartek, 13 listopada 2014

Dla mojej siostry.

To dla mnie ciężki temat. Nie wiem jak zacząć..
Przez lata tak naprawdę nie malowałam. Moje życie było smutne.. nienawidziłam świata, ludzi i siebie. Nie dawałam rady na studiach artystycznych, wszystkie kolory były brudne, szare - jeśli już byłam w stanie w ogóle chwycić za pędzle. Byłam udręczona. W takim stanie człowiek się nie rozwija. A w głowie powstają cholerne blokady, które potem ciężko pokonać. Pamiętam moje podejście do dyplomu.. Siadałam w wielkiej pustej pracowni, rozkładałam sztalugę, cały ten majdan z farbami. W tym czasie dzwonek telefonu zawrzeszczał już parę razy. Płacz, krzyk, cholerna niemoc, siedziałam przed płótnem i gapiłam się tępo w podłogę, w moje brudne rozwalone tubki z farbami.. Potem z ciężkim sercem zwijałam wszystko z powrotem do torby. Nie byłam w stanie nic tworzyć.. to trwało tak długo, że byłam już przekonana że nie warto zaczynać, bo przecież i tak jestem do dupy i nic nie potrafię. Powtarzałam sobie "malarki to nigdy ze mnie nie będzie". Może i nie będzie. Ale to nie znaczy że już nigdy nie będę czerpać z tego przyjemności. Do tej pory kojarzyło mi się to z ogromną karą. Nienawidziłam malować. Przypominało mi to okropny okres w moim życiu. Ale skoro miałam odwagę i siłę ten etap zakończyć, to przyszedł też moment by się przełamać i zmienić też całą resztę.
Nareszcie jestem szczęśliwa, mam spokój. Otaczają mnie tak kochani ludzie, moi bliscy, przyjaciele i ci całkiem obcy ale serdeczni.. że co dzień dziękuję za nich Bogu i pragnę by byli ze mną jak najdłużej. Jestem niesamowitą szczęściarą że ich mam. Dla nich właśnie jestem w stanie przełamać swoje największe blokady, kompleksy i lęki.
I tak dla siostry chwyciłam za pędzle.
Wyrzuciłam farby olejne, zakupiłam akwarele, ciężkie blejtramy poszły do piwnicy a ja wzięłam leciutki, przyjemny papier. Brudne, przygnębiające "kolory" poszły w diabły wraz z moim dawnym życiem.
W sercu mam radość, ciepło i światło. Dostaję go bez liku, więc już nigdy mi go nie zabraknie.
Może nie mam wielkich umiejętności, zaczynam całkowicie od zera. Ale wiem że teraz mogę się rozwijać, jako inna osoba. Jako nowa ja. Obrazek może jest prosty, naiwny, ale od serca. Zawarłam w nim to co lubi moja siostra. Wczoraj odebrała go z poczty w Irlandii i mówi że nie mogłam jej zrobić lepszego prezentu. Mam nadzieję że za parę lat namaluję jej naprawdę piękny obraz, teraz wierzę że to możliwe.

Technika Akwarela+tempera
Format 50x40cm bez ramy.
Kolory na zdjęciach trochę "marchewkowe" niestety miałam źle ustawiony aparat. 
Bardziej rzeczywiste są na pierwszym zdjęciu z telefonu z początków malowania.
















poniedziałek, 3 listopada 2014

To wiosna, to nie błąd :)

Czuję że życiowo rozkwitam. Jesienna chandra mnie nie dopadła tego roku. Mam energię do pracy, mnóstwo pomysłów. Wszystko zmienia się u mnie na lepsze. Na pewne problemy i na pewnych ludzi szkoda mojego życia. Niech się gotują we własnym sosie, a ja idę dalej. Rozwinęłam skrzydła i już się nie zatrzymam.
Dlatego dziś nie będzie jesieni, będzie zestaw wiosenny. Uszyty już kawał czasu temu, ale jeszcze wielu rzeczy nie zdołałam Wam tu zaprezentować.
Życzę Wam takiej wiosny w sercu jak jest u mnie :)